Rozdział 0 : Prolog
Gabinet Hokage wioski ukrytej w liściach wypełnił krzyk, nie pierwszy tego dnia.
-Nie obchodzi mnie czego chcą te staruchy! Nukenin czy nie, wciąż jest częścią wioski! - Tsunade z impetem uderzyła w drewniane biurko, rozbijając je na dwie części, rozrzucając jednocześnie wszystkie ułożone na nim dokumenty po całym biurze. - Mam dość tych aroganckich szumowin! Wydaje im się że mogą wszystko! I jeszcze ten cholerny Danzo!
Zmęczona krzykiem kobieta z głębokim westchnieniem usiadła na swoim fotelu, łapiąc się ręką za głowę. Presja jaką wywierało bycie Hokage i tak była wielka, jednak dało się to znieść widząc radość ludzi z wiosce, jednak użeranie się z starszyzną było czymś gorszym niż nieudana operacja.
Kobieta wciąż nie mogła uwierzyć, że naprawdę dała się w to wciągnąć, a to wszystko przez Naruto, dziecko które nakłoniło ją do zmiany zdania w którym tkwiła od lat. Naruto... tak długo już go nie widziała. Tak samo jak za blondynem, chociaż nigdy by tego głośno nie powiedziała, tęskniła za Jirayą.
-Shizune? - Spytała cicho kobieta.
-Tak Szanowana Tsunade? - Sredniego wzrostu ciemnowłosa młoda kobieta spojrzała na swoją mentorkę z niepokojem. Takie nagłe zmiany nastroju mogły doprowadzić do powikłań nerwowych, a wiedziała już jak groźne to może być dla jej mentorki, a także jej samej.
-Jak długo? - Spytała się smutno kobieta, obracając na fotelu w kierunku przestronnego okna, wychodzącego na główną ulicę Konohy, prowadzącą aż do głównej bramy.
-Jak długo? Szanowna Tsunade? - Brunetka lekko przechyliła głowę, nie wiedząc o co może chodzić Tsunade.
-Jak długo... jak długo ich już nie ma?
-Co? E...ahhh - Shizune w końcu zrozumiała. Chodziło o podróż Naruto i Jirayi, wiedziała że jej nauczycielka tęskni zarówno za Naruto, jak i swoim dawnym kolegą z drużyny. Zresztą nie dziwiła się temu, sama tęskniła za tym szczerze uśmiechniętym chłopakiem, a i o samym Sanninie miała dobre zdanie, chociaż po tym jak próbował ją podglądać w gorących źródłach, wolała uważać. - Już trzy lata Szanowna Tsunade.
-Trzy lata co? Powinni tu już wrócić jakiś czas temu nieprawdaż? A mimo to nie wracają. - Kobieta wciąż z smutkiem spoglądała na rozciągający się za oknem krajobraz. - Powinni już tu być...
-Tsunade... - Shizune była naprawdę zaniepokojona. - Proszę się nie martwić, na pewno już tutaj zmierzają, sama Pani wie że wiele mogło się wydarzyć na trakcie, może po prostu chcieli gdzieś odpocząć. W końcu...
Shizune nie zdążyła dokończyć swojej myśli ponieważ drzwi do gabinetu otworzyły się gwałtowanie. Tsunade już zamierzała udzielić solidnej reprymendy młodemu chunninowi który spocony, z wypiekami na twarzy łapał teraz oddech, trzymając wciąż dłonią klamkę.
-Sza... Szanowna Tsunade... wrócił, Pan Jiraya wrócił do wioski. - Wydyszał młody chłopak, spoglądając na Hokage, której obraz zmienił się od razu po usłyszeniu tych słów.
Kobieta gwałtowanie wstała ze swojego fotelu i ruszyła do wyjścia, prosto na zmęczonego i przestraszonego gwałtownym ruchem, chuunina. Ten pospiesznie usunął się z drogi, wchodząc w głąb gabinetu, dopiero teraz widząc zniszczone na parę części biurko i leżące wszędzie dokumenty.
Rzeczywiście, temperament obecnej Hokage był burzliwy, lepiej nie podpaść jej czymkolwiek.
-Shizune! Idziemy, chcę zobaczyć i przepytać tego starego pajaca dlaczego tak długo ich nie było! - Rzekła energicznie kobieta, jednak nim zdążyła wyjść z gabinetu, zza rogu usłyszała inny, męski głos.
-Spokojnie Tsuu, nie musisz się śpieszyć. - Gdy kobieta cofnęła się do pomieszczenia z szokiem na twarzy, do pokoju wszedł wysoki i barczysty mężczyzna, o siwych, kolczastych i długich włosach, odziany w czerwono-zielony strój.
Jiraya wrócił do wioski.
Wyglądał tak jak zawsze, a jednak coś się różniło.
Jedną z jego rąk pokrywała pokaźna ilość blizn, sięgających od nadgarstka do obojczyka. Wszystkie były różowe, niedawno się zabliźniły, to Tsunade poznała od razu.
-Shizune! Przynieść proszę coś do picia. Musimy porozmawiać. - Kobieta spojrzała przeszywająco na Sannina, zwłaszcza na jego lewą, poranioną rękę po czym ponownie, ciężko usiadła na swoim fotelu.
Gdy brunetka wyszła z gabinetu, puszczając jeszcze przodem speszonego lekko i zaskoczonego Chunina, Jiraya wziął jeden z wolnych z stołków i usiadł, podpierając sobie głowę ręką opartą na kolanie.
-No więc Tsuu, o co chcesz mnie najpierw zapytać, widzę przecież że nie możesz się doczekać by mnie zasypać pytaniami. - Starzec uśmiechnął się ciepło, spoglądając na wciąż zaskoczoną kobietę.
-Gdzie Naruto? - Spytała od razu kobieta, wiedząc że może to być najistotniejsza kwestia w tym momencie. O wszystko mogła wypytać zaraz po tym jak się tego dowie, zwłaszcza że była zaniepokojona faktem iż blondyna nie było wraz z Jirayą.
-Nie wiem. - Odparł spokojnie starzec, spoglądając uważnie na Tsunade, która już po tych słowach odruchowo zaczęła zaciskać dłoń w pięść. - Zanim mnie uderzysz Tsuu, posłuchaj mnie uważnie. Naruto... nie jest już tym samym Naruto z którym wyruszyłem na trening. Rozdzieliliśmy się już rok temu, a mimo to widzisz jak późno wracam do wioski. - Mężczyzna przerwał na chwilę, chcąc złapać oddech, jednak nim zaczął mówić na nowo, drzwi do gabinetu ponownie się otworzyły, a do środka weszła Shizune, niosąc tacę z butelką sake i dwoma małymi szklaneczkami.
-Ahh Shizune! - Białowłosy uśmiechnął się wesoło. - Jak dawno cię nie widziałem, a z każdym rokiem stajesz się coraz piękniejsza!
Jonninka odstawiła położyła tacę na innym, na szczęście wciąż całym taborecie i spojrzała wyczekująco na swoją mentorkę. Chciała wiedzieć czy może zostać, czy jednak sprawy o których rozmawiają ze sobą dawni przyjaciele są zbyt prywatne.
-Zostań - Tsunade machnęła lekko ręką, po czym wzięła buteleczką i nalała sobie odrobinę trunku którym od razu przepłukała usta. - Jiraya... co to znaczy że to już nie ten Naruto? I dlaczego się rozdzieliliście?
Zagubiona w tym wszystkim Shizune spojrzała tylko na jedno, potem na drugie i nie wiedząc czy może się wtrącić z własnymi pytaniami w dyskusję, po prostu usiadła pod jedną ze ścian, opierając się o nią plecami.
-Widziałaś już moją rękę Tsuu, wiesz że Naruto ma w sobie Kyuubiego. - Zaczął powoli mężczyzna. - Próbowaliśmy nauczyć się kontroli jego chakry, tak by młody miał świadomość i już nigdy nie wpadł w szał. Nie zawsze się tu udawało. Część tych blizn o tym najlepiej świadczy. Jednak to nie wszystko. - Starzec znacząco spojrzał na kobietę. - Naruto poznał też prawdę o swojej przyszłości.
-Co?! - Kobieta nie mogła uwierzyć w słowa Jirayi. - Jak? Jiraya, jak do tego doszło?!
-Nie krzycz na mnie Tsuu, to nie była moja wina. - Mężczyzna niedbale machnął dłonią jakby chciał odtrącić natrętną muchę. - Podczas nauki kontroli chakry Kyuubiego, Naruto zaczął z nim rozmawiać. Początkowo były jedynie wyzwiska ogoniastego i drwiny skierowane w stronę naszych wysiłków, jednak wraz z czasem wszystko zaczęło się zmieniać. Kyuubi stał się spokojniejszy, a Naruto stawał się coraz bardziej cichy i spokojny.
-Naruto? Przecież to niemożliwe. Jiraya, na pewno mnie nie okłamujesz? - Tsunade spojrzała na mężczyznę z zaskoczeniem. Jeśli Naruto rzeczywiście zaczął się tak gwałtownie zmieniać to znak, że coś musiało się stać z jego psychiką. Albo doznał ciężkiego szoku albo ktoś lub coś go kontroluje.
-Chciałbym. - Starzec ponownie napił się alkoholu. - Ale niestety nie kłamię. Pewnego razu gdy obudziłem się w środku nocy, widziałem tylko jak stał, spoglądając na księżyc. Mówił coś do siebie, jednak nie mogłem usłyszeć jego słów.
Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się tylko ciepło i powiedział bym wracał do wioski bo tutaj kończy się jego trening, a potem... zniknął.
-Jiraya, jak to zniknął? Nie mogłeś za nim ruszyć, znaleźć jego chakry?! - Tsunade wydarła się głośno na Sannina, nie wiedząc jak inaczej mogłaby zareagować.
-Chciałem Tsuu! Obiecałem to Minato, że zawsze będę chronił młodego! - Wykrzyczał nagle Sannin. - Ale nie mogłem go znaleźć, nawet śladów po jego chakrze nie było, nic! Jakby się rozpłynął, przewyższył mnie umiejętnościami!
-Ale... to nie mógł być w takim razie Naruto. - Dwójkę Sanninów dobiegł cichy kobiecy głos. No tak, Shizune wciąż słuchała ich burzliwej dyskusji. - Przecież to gennin i do tego bardzo młody.
-To nie musiał być on Shizune... - Tsunade spojrzała na swoją uczennicę i przyjaciółkę z lekkim uśmiechem. - To mógł być Kyuubi.
-I ja tak sądzę. - Dodał od siebie mężczyzna.
-Co więc robimy Jiraya?
-Nie wiem Tsuu... musimy chyba czekać aż coś się wydarzy, w końcu do nas wróci, prawda?
-Obyś miał rację stary pryku. Obyś miał rację. - Tsunade po raz kolejny wyjrzała przez okno na rozciągający się przez nie obraz. Chciała by widzieć teraz dużo więcej, dużo dalej.
Drogą spokojnym krokiem szła zakapturzona i odziana w płaszcz postać. Pomimo słonecznego i ciepłego dnia, podróżny nie zamierzał się raczej rozbierać.
W oddali widział już wysoki mur otaczający wioskę. Symbol jej niezależności i potęgi, a zarazem jedną z najsłabszych jej cech w obecnych czasach.
Niezauważanie dla siebie, chyba odruchowo podróżny przyśpieszył kroku, wzdychając przy tym lekko. Dawno go tutaj nie było.
Gdy zbliżył się do bramy, w jego kierunku luźnym, ale uważnym krokiem zaczęło zmierzać dwóch strażników, ubranych w standardowe uniformy wioski Liścia. Jeden z nich wyszedł na prowadzenie i gdy zbliżył się dostatecznie blisko, odezwał się.
-Witamy w Liściu, kim jesteś i co cię tu sprowadza? - Rzekł szybko uważnie lustrując stojącą przed sobą postać. - I jeśli mogę prosić, zdejmij swój kaptur.
Podróżny uśmiechnął się lekko na tą prośbę, jednak sprawnym ruchem dłoni ściągnął z głowy kaptur, ukazując strażnikom młodą, przystojną twarz mężczyzny, może 20-letniego. Twarz pokrywał niewielki zarost, długie rudokrwiste włosy spływały aż do ramion. Jedyne co szczególnie zwróciło ich uwagę były błękitne oczy. Wydawały się pełne życia, a zarazem strasznie puste.
-Jestem Aarta - Przybysz przedstawił się, schylając lekko głowę. - Chciałem prosić o audiencję u szanownej Hokage. - Powiedział wprost.
Strażnicy spojrzeli po sobie uważnie analizując sytuację, w końcu jeden z nich ponownie się odezwał. - Wybacz ale obawiam się że Hokage nie przyjmuje wizyt w traktu, zamiast tego polecamy Ci udać się do jednego z biur administracji, tam będziesz mógł założyć sprawę jeśli w takich intencjach przybywasz. - Strażnik uważnie oglądał przybysza który po tych słowach jakby się na chwilę zamyślił. Ten mężczyzna był dziwny, zachowywał się zbyt spokojnie jak na cywila, ale nie posiadał też żadnych emblematów świadczących o przynależności do jakiejś wioski. Nukenin? Możliwe, w ostatnim czasie spora ich ilość kręciła się w tej części kraju. - Więc, jak brzmi twoja odpowiedź Panie... Aarta?
-Obawiam się że jednak wolałbym spotkać się z Hokage osobiście. Mam dla niej pismo od Pana Feudalnego Kraju Wody. - Odrzekł spokojnie podróżny wprawiając tym samym strażników w zaskoczenie.
-Posłaniec? Nie jest Pan Shinobi, nie ma pan też eskorty. Nie mieliśmy jeszcze tu takich posłów.
-Nowa forma dostarczania wiadomości. Administracja była ciekawa czy zadziała, cywil mniej rzuca się w oczy niż uzbrojony oddział Shinobi. - Wyjaśnił krótko mężczyzna. - Więc jak, mogę wejść?
-Wybacz mi, ale muszę zobaczyć pieczęć Lorda Feudalnego by wiedzieć że mówisz prawdę. - Strażnik stanął bokiem do podróżnika, odruchowo obniżając rękę w stronę pasa. Jeśli ten podróżnik rzeczywiście jest posłańcem, po prostu pokaże im pieczęć, jeśli nie, spróbowałby zaatakować. A lepiej być gotowym.
-Oczywiście, nie widzę z tym żadnego problemu. - Mężczyzna włożył jedną z dłoni pod płaszcz, a po chwili przed oczy strażnika podsunął zapieczętowany zwój z herbem Kraju Wody. - Mam nadzieję że to wystarczy.
-T-tak. Kitasu - Strażnik odwrócił się do swojego kolegi z tyłu. - Idź uprzeć Szanowną Tsunade że przybędzie do niej posłaniec!
-Hai! - Strażnik od razu po otrzymaniu rozkazu odskoczył na jeden z dachów i zaczął zmierzać w kierunku biura Hokage.
-Dobrze więc Panie Aarta, witamy w Wiosce Ukrytej w Liściach. Proszę mi wybaczyć że tyle Panu zająłem czasu. - Mężczyzna odsunął się na bok, wpuszczając przez wielką bramę nowo przybyłego.
-Dziękuję. - Krwistowłosy przeszedł szybko do wewnątrz wioski i spojrzał na wyryte ponad miastem twarze Hokage.
W końcu, po ponad siedmiu latach wrócił do wioski. Wioski która powinna być jego domem...
Tak oto kończy się prolog i wprowadzenie.
To pierwszy raz gdy opieram bloga na istniejącym już uniwersum, mam nadzieję że przyjmie się to jakoś i będę mógł kontynuować opowieść.
-Nie obchodzi mnie czego chcą te staruchy! Nukenin czy nie, wciąż jest częścią wioski! - Tsunade z impetem uderzyła w drewniane biurko, rozbijając je na dwie części, rozrzucając jednocześnie wszystkie ułożone na nim dokumenty po całym biurze. - Mam dość tych aroganckich szumowin! Wydaje im się że mogą wszystko! I jeszcze ten cholerny Danzo!
Zmęczona krzykiem kobieta z głębokim westchnieniem usiadła na swoim fotelu, łapiąc się ręką za głowę. Presja jaką wywierało bycie Hokage i tak była wielka, jednak dało się to znieść widząc radość ludzi z wiosce, jednak użeranie się z starszyzną było czymś gorszym niż nieudana operacja.
Kobieta wciąż nie mogła uwierzyć, że naprawdę dała się w to wciągnąć, a to wszystko przez Naruto, dziecko które nakłoniło ją do zmiany zdania w którym tkwiła od lat. Naruto... tak długo już go nie widziała. Tak samo jak za blondynem, chociaż nigdy by tego głośno nie powiedziała, tęskniła za Jirayą.
-Shizune? - Spytała cicho kobieta.
-Tak Szanowana Tsunade? - Sredniego wzrostu ciemnowłosa młoda kobieta spojrzała na swoją mentorkę z niepokojem. Takie nagłe zmiany nastroju mogły doprowadzić do powikłań nerwowych, a wiedziała już jak groźne to może być dla jej mentorki, a także jej samej.
-Jak długo? - Spytała się smutno kobieta, obracając na fotelu w kierunku przestronnego okna, wychodzącego na główną ulicę Konohy, prowadzącą aż do głównej bramy.
-Jak długo? Szanowna Tsunade? - Brunetka lekko przechyliła głowę, nie wiedząc o co może chodzić Tsunade.
-Jak długo... jak długo ich już nie ma?
-Co? E...ahhh - Shizune w końcu zrozumiała. Chodziło o podróż Naruto i Jirayi, wiedziała że jej nauczycielka tęskni zarówno za Naruto, jak i swoim dawnym kolegą z drużyny. Zresztą nie dziwiła się temu, sama tęskniła za tym szczerze uśmiechniętym chłopakiem, a i o samym Sanninie miała dobre zdanie, chociaż po tym jak próbował ją podglądać w gorących źródłach, wolała uważać. - Już trzy lata Szanowna Tsunade.
-Trzy lata co? Powinni tu już wrócić jakiś czas temu nieprawdaż? A mimo to nie wracają. - Kobieta wciąż z smutkiem spoglądała na rozciągający się za oknem krajobraz. - Powinni już tu być...
-Tsunade... - Shizune była naprawdę zaniepokojona. - Proszę się nie martwić, na pewno już tutaj zmierzają, sama Pani wie że wiele mogło się wydarzyć na trakcie, może po prostu chcieli gdzieś odpocząć. W końcu...
Shizune nie zdążyła dokończyć swojej myśli ponieważ drzwi do gabinetu otworzyły się gwałtowanie. Tsunade już zamierzała udzielić solidnej reprymendy młodemu chunninowi który spocony, z wypiekami na twarzy łapał teraz oddech, trzymając wciąż dłonią klamkę.
-Sza... Szanowna Tsunade... wrócił, Pan Jiraya wrócił do wioski. - Wydyszał młody chłopak, spoglądając na Hokage, której obraz zmienił się od razu po usłyszeniu tych słów.
Kobieta gwałtowanie wstała ze swojego fotelu i ruszyła do wyjścia, prosto na zmęczonego i przestraszonego gwałtownym ruchem, chuunina. Ten pospiesznie usunął się z drogi, wchodząc w głąb gabinetu, dopiero teraz widząc zniszczone na parę części biurko i leżące wszędzie dokumenty.
Rzeczywiście, temperament obecnej Hokage był burzliwy, lepiej nie podpaść jej czymkolwiek.
-Shizune! Idziemy, chcę zobaczyć i przepytać tego starego pajaca dlaczego tak długo ich nie było! - Rzekła energicznie kobieta, jednak nim zdążyła wyjść z gabinetu, zza rogu usłyszała inny, męski głos.
-Spokojnie Tsuu, nie musisz się śpieszyć. - Gdy kobieta cofnęła się do pomieszczenia z szokiem na twarzy, do pokoju wszedł wysoki i barczysty mężczyzna, o siwych, kolczastych i długich włosach, odziany w czerwono-zielony strój.
Jiraya wrócił do wioski.
Jedną z jego rąk pokrywała pokaźna ilość blizn, sięgających od nadgarstka do obojczyka. Wszystkie były różowe, niedawno się zabliźniły, to Tsunade poznała od razu.
-Shizune! Przynieść proszę coś do picia. Musimy porozmawiać. - Kobieta spojrzała przeszywająco na Sannina, zwłaszcza na jego lewą, poranioną rękę po czym ponownie, ciężko usiadła na swoim fotelu.
Gdy brunetka wyszła z gabinetu, puszczając jeszcze przodem speszonego lekko i zaskoczonego Chunina, Jiraya wziął jeden z wolnych z stołków i usiadł, podpierając sobie głowę ręką opartą na kolanie.
-No więc Tsuu, o co chcesz mnie najpierw zapytać, widzę przecież że nie możesz się doczekać by mnie zasypać pytaniami. - Starzec uśmiechnął się ciepło, spoglądając na wciąż zaskoczoną kobietę.
-Gdzie Naruto? - Spytała od razu kobieta, wiedząc że może to być najistotniejsza kwestia w tym momencie. O wszystko mogła wypytać zaraz po tym jak się tego dowie, zwłaszcza że była zaniepokojona faktem iż blondyna nie było wraz z Jirayą.
-Nie wiem. - Odparł spokojnie starzec, spoglądając uważnie na Tsunade, która już po tych słowach odruchowo zaczęła zaciskać dłoń w pięść. - Zanim mnie uderzysz Tsuu, posłuchaj mnie uważnie. Naruto... nie jest już tym samym Naruto z którym wyruszyłem na trening. Rozdzieliliśmy się już rok temu, a mimo to widzisz jak późno wracam do wioski. - Mężczyzna przerwał na chwilę, chcąc złapać oddech, jednak nim zaczął mówić na nowo, drzwi do gabinetu ponownie się otworzyły, a do środka weszła Shizune, niosąc tacę z butelką sake i dwoma małymi szklaneczkami.
-Ahh Shizune! - Białowłosy uśmiechnął się wesoło. - Jak dawno cię nie widziałem, a z każdym rokiem stajesz się coraz piękniejsza!
Jonninka odstawiła położyła tacę na innym, na szczęście wciąż całym taborecie i spojrzała wyczekująco na swoją mentorkę. Chciała wiedzieć czy może zostać, czy jednak sprawy o których rozmawiają ze sobą dawni przyjaciele są zbyt prywatne.
-Zostań - Tsunade machnęła lekko ręką, po czym wzięła buteleczką i nalała sobie odrobinę trunku którym od razu przepłukała usta. - Jiraya... co to znaczy że to już nie ten Naruto? I dlaczego się rozdzieliliście?
Zagubiona w tym wszystkim Shizune spojrzała tylko na jedno, potem na drugie i nie wiedząc czy może się wtrącić z własnymi pytaniami w dyskusję, po prostu usiadła pod jedną ze ścian, opierając się o nią plecami.
-Widziałaś już moją rękę Tsuu, wiesz że Naruto ma w sobie Kyuubiego. - Zaczął powoli mężczyzna. - Próbowaliśmy nauczyć się kontroli jego chakry, tak by młody miał świadomość i już nigdy nie wpadł w szał. Nie zawsze się tu udawało. Część tych blizn o tym najlepiej świadczy. Jednak to nie wszystko. - Starzec znacząco spojrzał na kobietę. - Naruto poznał też prawdę o swojej przyszłości.
-Co?! - Kobieta nie mogła uwierzyć w słowa Jirayi. - Jak? Jiraya, jak do tego doszło?!
-Nie krzycz na mnie Tsuu, to nie była moja wina. - Mężczyzna niedbale machnął dłonią jakby chciał odtrącić natrętną muchę. - Podczas nauki kontroli chakry Kyuubiego, Naruto zaczął z nim rozmawiać. Początkowo były jedynie wyzwiska ogoniastego i drwiny skierowane w stronę naszych wysiłków, jednak wraz z czasem wszystko zaczęło się zmieniać. Kyuubi stał się spokojniejszy, a Naruto stawał się coraz bardziej cichy i spokojny.
-Naruto? Przecież to niemożliwe. Jiraya, na pewno mnie nie okłamujesz? - Tsunade spojrzała na mężczyznę z zaskoczeniem. Jeśli Naruto rzeczywiście zaczął się tak gwałtownie zmieniać to znak, że coś musiało się stać z jego psychiką. Albo doznał ciężkiego szoku albo ktoś lub coś go kontroluje.
-Chciałbym. - Starzec ponownie napił się alkoholu. - Ale niestety nie kłamię. Pewnego razu gdy obudziłem się w środku nocy, widziałem tylko jak stał, spoglądając na księżyc. Mówił coś do siebie, jednak nie mogłem usłyszeć jego słów.
Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się tylko ciepło i powiedział bym wracał do wioski bo tutaj kończy się jego trening, a potem... zniknął.
-Jiraya, jak to zniknął? Nie mogłeś za nim ruszyć, znaleźć jego chakry?! - Tsunade wydarła się głośno na Sannina, nie wiedząc jak inaczej mogłaby zareagować.
-Chciałem Tsuu! Obiecałem to Minato, że zawsze będę chronił młodego! - Wykrzyczał nagle Sannin. - Ale nie mogłem go znaleźć, nawet śladów po jego chakrze nie było, nic! Jakby się rozpłynął, przewyższył mnie umiejętnościami!
-Ale... to nie mógł być w takim razie Naruto. - Dwójkę Sanninów dobiegł cichy kobiecy głos. No tak, Shizune wciąż słuchała ich burzliwej dyskusji. - Przecież to gennin i do tego bardzo młody.
-To nie musiał być on Shizune... - Tsunade spojrzała na swoją uczennicę i przyjaciółkę z lekkim uśmiechem. - To mógł być Kyuubi.
-I ja tak sądzę. - Dodał od siebie mężczyzna.
-Co więc robimy Jiraya?
-Nie wiem Tsuu... musimy chyba czekać aż coś się wydarzy, w końcu do nas wróci, prawda?
-Obyś miał rację stary pryku. Obyś miał rację. - Tsunade po raz kolejny wyjrzała przez okno na rozciągający się przez nie obraz. Chciała by widzieć teraz dużo więcej, dużo dalej.
Drogą spokojnym krokiem szła zakapturzona i odziana w płaszcz postać. Pomimo słonecznego i ciepłego dnia, podróżny nie zamierzał się raczej rozbierać.
W oddali widział już wysoki mur otaczający wioskę. Symbol jej niezależności i potęgi, a zarazem jedną z najsłabszych jej cech w obecnych czasach.
Niezauważanie dla siebie, chyba odruchowo podróżny przyśpieszył kroku, wzdychając przy tym lekko. Dawno go tutaj nie było.
Gdy zbliżył się do bramy, w jego kierunku luźnym, ale uważnym krokiem zaczęło zmierzać dwóch strażników, ubranych w standardowe uniformy wioski Liścia. Jeden z nich wyszedł na prowadzenie i gdy zbliżył się dostatecznie blisko, odezwał się.
-Witamy w Liściu, kim jesteś i co cię tu sprowadza? - Rzekł szybko uważnie lustrując stojącą przed sobą postać. - I jeśli mogę prosić, zdejmij swój kaptur.
Podróżny uśmiechnął się lekko na tą prośbę, jednak sprawnym ruchem dłoni ściągnął z głowy kaptur, ukazując strażnikom młodą, przystojną twarz mężczyzny, może 20-letniego. Twarz pokrywał niewielki zarost, długie rudokrwiste włosy spływały aż do ramion. Jedyne co szczególnie zwróciło ich uwagę były błękitne oczy. Wydawały się pełne życia, a zarazem strasznie puste.
-Jestem Aarta - Przybysz przedstawił się, schylając lekko głowę. - Chciałem prosić o audiencję u szanownej Hokage. - Powiedział wprost.
Strażnicy spojrzeli po sobie uważnie analizując sytuację, w końcu jeden z nich ponownie się odezwał. - Wybacz ale obawiam się że Hokage nie przyjmuje wizyt w traktu, zamiast tego polecamy Ci udać się do jednego z biur administracji, tam będziesz mógł założyć sprawę jeśli w takich intencjach przybywasz. - Strażnik uważnie oglądał przybysza który po tych słowach jakby się na chwilę zamyślił. Ten mężczyzna był dziwny, zachowywał się zbyt spokojnie jak na cywila, ale nie posiadał też żadnych emblematów świadczących o przynależności do jakiejś wioski. Nukenin? Możliwe, w ostatnim czasie spora ich ilość kręciła się w tej części kraju. - Więc, jak brzmi twoja odpowiedź Panie... Aarta?
-Obawiam się że jednak wolałbym spotkać się z Hokage osobiście. Mam dla niej pismo od Pana Feudalnego Kraju Wody. - Odrzekł spokojnie podróżny wprawiając tym samym strażników w zaskoczenie.
-Posłaniec? Nie jest Pan Shinobi, nie ma pan też eskorty. Nie mieliśmy jeszcze tu takich posłów.
-Nowa forma dostarczania wiadomości. Administracja była ciekawa czy zadziała, cywil mniej rzuca się w oczy niż uzbrojony oddział Shinobi. - Wyjaśnił krótko mężczyzna. - Więc jak, mogę wejść?
-Wybacz mi, ale muszę zobaczyć pieczęć Lorda Feudalnego by wiedzieć że mówisz prawdę. - Strażnik stanął bokiem do podróżnika, odruchowo obniżając rękę w stronę pasa. Jeśli ten podróżnik rzeczywiście jest posłańcem, po prostu pokaże im pieczęć, jeśli nie, spróbowałby zaatakować. A lepiej być gotowym.
-Oczywiście, nie widzę z tym żadnego problemu. - Mężczyzna włożył jedną z dłoni pod płaszcz, a po chwili przed oczy strażnika podsunął zapieczętowany zwój z herbem Kraju Wody. - Mam nadzieję że to wystarczy.
-T-tak. Kitasu - Strażnik odwrócił się do swojego kolegi z tyłu. - Idź uprzeć Szanowną Tsunade że przybędzie do niej posłaniec!
-Hai! - Strażnik od razu po otrzymaniu rozkazu odskoczył na jeden z dachów i zaczął zmierzać w kierunku biura Hokage.
-Dobrze więc Panie Aarta, witamy w Wiosce Ukrytej w Liściach. Proszę mi wybaczyć że tyle Panu zająłem czasu. - Mężczyzna odsunął się na bok, wpuszczając przez wielką bramę nowo przybyłego.
-Dziękuję. - Krwistowłosy przeszedł szybko do wewnątrz wioski i spojrzał na wyryte ponad miastem twarze Hokage.
W końcu, po ponad siedmiu latach wrócił do wioski. Wioski która powinna być jego domem...
Tak oto kończy się prolog i wprowadzenie.
To pierwszy raz gdy opieram bloga na istniejącym już uniwersum, mam nadzieję że przyjmie się to jakoś i będę mógł kontynuować opowieść.
Ja jestem jedną z tych, co jak widzi nowego bloga, to oczy jej się świecą. :D
OdpowiedzUsuńSam prolog od strony fabulanej jest ciekawy, bo interesuje mnie, czemu Naruto zniknął,o czym się dowiedział i kim jest ten cały Aarta.
Od strony technicznej jest niego gorzej - Źle zapisujesz dialogi, miewasz błędy interpunkcyjne i momeentami mieszasz szyk zdań, przez o wychodzi to trochę sztywne. Nie będę wszystkiego wytykać, bo nie mam na to czasu, ale przykłady:
" Presja jaką wywierało bycie Hokage i tak była wielka" - przecinek przed "jaką".
"-Shizune! Przynieść proszę coś do picia. Musimy porozmawiać." - powinno być "przynieś".
"Wydyszał młody chłopak, spoglądając na Hokage, której obraz zmienił się od razu po usłyszeniu tych słów." - tego zdania w ogóle nie rozumiem. Jaki obraz się zmienił? Miałeś na myśli oblicze Tsunade? Może wystarczyło napisać, że od razu uleciał z niej gnie, albo coś takiego? ;)
Moje uwagi nie mają na celu zdenerwować ciebie, tylko ci pomóc. Uważam też, że powinieneś popracować nad stroną wizualną bloga (nikt nie mówi o wypasionym szablonie, ale taki wodk jest mało zachęcający), plus nad wyglądem tekstu - powinien być wyjustowany i mieć zrobione akapity, wtedy tekt jest czytelniejszy i nie przypomina jednolistej ściany. :) To są może niuanse, ale wpływają na odbiór przez potencjalnych zainteresowanych. :D
Czekam na nowy rozdział!
Ach, co do zapisu dialogów, to zajrzyj sobie tutaj (jeli chcesz, oczywiście): https://wspolnymi-silami.blogspot.com/2015/03/poprawny-dialog.html.
UsuńPozdrawiam!
Każda krytyka, zwłaszcza ta uargumentowana jest mile widziana.
UsuńDialogi od zawsze były moją słabą stroną, nie jest to też pierwszy blog czy praca za jaką się wziąłem. Pracuję nad nimi często, nieraz biorąc przykład ich konstrukcji z książek, jednak nigdy nie mogę sobie odpuścić i wiecznie przesadzam, zamiast trzymać się schematu.
O interpunkcji nie musisz mi mówić, nigdy do końca nie spamiętam, kiedy mogę, a kiedy nie mogą stawiać tych przecinków. ;)
Co do konstrukcji... sam pomysł był nagły, nie planowałem tutaj niczego, nie robiłem wersji testowej w worldzie, nie rozpisałem scenariusza na kartce, po prostu usiadłem po pracy i zacząłem pisać. Bardzo amatorskie podejście, zwłaszcza z włączoną autokoretką, jednak to również dla mnie eksperyment. Babole to moje zmęczenie i przeoczenia, myślę jedno, piszę drugie, w głowie planując kolejne dwa zdania. Nie przeczytałem, od razu opublikowałem, więc to mój największy błąd.
No to tym bardziej te błędy są do poprawienia i ominięcia następnym razem. ;)
UsuńŻyczę weny i wytrwałości w pisaniu!